Belgia – konduktor miał kłopoty, bo we Flandrii mówił po francusku Belgia – konduktor mial klopoty, bo we Flandrii mówil po francusku / „Plomecka Beata” Version:1

Belgia – Flandria – francuski – konduktor Kłopoty konduktora w Belgii – we Flandrii zwrócił się do podróżnych po francusku. Sprawa dotarła do Komisji Nadzoru Językowego, która oceniła, że mężczyzna złamał prawo z lat 60-tych. Belgijskie koleje nie wyciągnęły konsekwencji, ale konduktor nie kryje rozgoryczenia całą sprawą. Belgia jest podzielona językowo – we Flandrii na północy mówi się po niderlandzku, Walonia na południu jest frankofońska, a stolica – Bruksela – dwujęzyczna. „Dzień dobry” wypowiedziane po niderlandzku i francusku, kiedy pociąg był jeszcze na terenie Flandrii, spowodowało kłopoty konduktora. Podróżujący Flamand poczuł się urażony i zarzucił konduktorowi złamanie prawa. „Nie chcę dolewać oliwy do ognia, ale to wstyd, że w 2025 roku, w dobie globalizacji, ludzie mówią, że musimy przestrzegać prawa z 1966 roku” – powiedział kondukto Ilyass Alba w oświadczeniu, opublikowanym w mediach społecznościowych. A te przepisy regulują używanie języków w transporcie. We Flandrii konduktorzy mogą mówić tylko po niderlandzku, chyba że podróżni zwrócą się do nich w innym języku. We frankofońskiej Walonii oczywiście po francusku. „Zmiana prawa będzie bardzo, bardzo trudna. Ale potrzebujemy elastyczności” – skomentował konduktor.IAR/Beata Płomecka/Bruksela/i mm/w Siekaj

facebook
by e-smart.pl